Jedenasty tydzień
Panu Indykowi chyba spodobał się chyba pomysł z pieczeniem chleba na spotkanie z nim. Z ta solą nie przesadza na razie. Jest bardzo miło, wręcz za bardzo czasem. Przez połowę tygodnia były głównie słabe wiatry, nawet cisze. Dwa dni były piękne, wręcz pasatowe. Tylko temperatura niższa o 10-15 stopni, wiec prawie idealna.
Tydzień 11: 30.10-5.11 2017 r.
Panu Indykowi chyba spodobał się chyba pomysł z pieczeniem chleba na spotkanie z nim. Z ta solą nie przesadza na razie. Jest bardzo miło, wręcz za bardzo czasem. Przez połowę tygodnia były głównie słabe wiatry, nawet cisze. Dwa dni były piękne, wręcz pasatowe. Tylko temperatura niższa o 10-15 stopni, wiec prawie idealna :). Były też wiatry przeciwne, ale tak z bejdewindu, a nie w dziób. W bajdewindzie nie musze używać autopilota wiec mam dużo prądu dla siebie. Czyli muzyka gra :). Jest miło, bardzo miło. Zobaczymy jak długo. Zapomniałem dodać ze jestem w Ryczących Czterdziestkach prawie na 46 równoleżniku południowym. Jestem dużo bardziej na południu niż planowałem to przed rejsem. Ale na północy pogoda gorsza. Są tam i sztormy i sporo więcej przeciwnych wiatrów. Ale na razie to niewielka część tego oceanu za mną.
Czyli nuda? Nie bardzo. Widać po spisie lektur. Dużo sprzątania, wietrzenia i suszenia w jachcie. To ciekawe, że jedno uderzenie fali w burtę potrafi zmienić nasze 100% przekonanie, że coś jest dobrze zamocowane i ułożone. Zastanawiacie się jak można cokolwiek suszyć przy tych temperaturach i wilgotności (za oknem akurat mgła)? Trzeba mieć cegłę od Karoli. Poważnie. Cegła szamotka robi ogromna robotę. 5 min grzania na kuchence, a ona oddaje później ciepło przez półgodziny. Co ważne to suche ciepło. Można na niej wysuszyć pranie, wygrzać stopy czy tyłek, albo postawić na środku kabiny, a ona w magiczny sposób zmienia atmosferę rejsu.
No i przygoda! Jasne, przygoda musi być. Adrenalina, bohaterscy bohaterowie, sytuacje niemożliwe.
Sobota. Godzinę przed wschodem Puffin budzi mnie. Wiatr zmienił kierunek i wzmocnił się. Jeżeli chce utrzymać kurs samosterownie to musze zarefować grota. Zrobiłem, wróciłem do kabiny. Nie rozbierałem się z sztormiaka i kaloszy bo to nie wiadomo czy nie trzeba czegoś będzie doregulować albo wrócić do stanu wyjściowego gdyby zmiany były tylko chwilowe.
Siedzę sobie w kabinie, słucham łódki, czytam książkę i zerkam na ploter czy kurs ok.
Nagle – JEB!- od strony dziobu. Wychodzę natychmiast z nadzieja patrząc za rufę, by dojrzeć w co uderzyliśmy. Ale wiem, wiem że to nie to. Nie ten dźwięk, nie ten wstrząs. Puffin wielokrotnie w coś wpłyną, znamy to. Znamy też dźwięk, który nastąpił. Wtedy to było na Mazurach. Stoję w kokpicie, wzrok przesuwa się od kilwateru w stronę dziobu. Po drodze zahacza o achtersztag. Nie… sugeruję sam sobie, nie jest wcale jakby luźniejszy. Chyba…
Patrzę w przód. Maszt się nie buja. Wanty nawietrzne wyglądają na całe. Płynę bejdewindem, zawietrzne raczej nie strzeliły skoro są odciążone. Tak. 4 dolne raksy foka są luźne. Wypięły się, znaczy wysunęły bo dolna część sztagu jakiś 1m nad pokładem. O 1m za wysoko. No pękł Se… Nienawidzę tego dźwięku. Usłyszałem go raz, z 7 lat temu na Mazurach. I został w głowie, w przegródce – Dźwięki Bardzo Ważne. Niebezpieczne.
Maszt oczywiście stał dość bezpiecznie przynajmniej w tych warunkach (wiatr 4B rosnący, fala 1,5-2m). Trzymał go fok marszowy, zwinięty baby fok i wpięty w bardzo mocny kosz dziobowy fał spinakera. Zamocowanie drugiego sztagu trochę mi zajęło. Ponieważ jest zamocowany poniżej głównego sztagu nie mieści się na nim fok marszowy. Pojechał w górę kolejny pod względem wielkości żagiel. Kaczka Sałaban nazwała go kiedyś kliwrem, a ja się z kapitanem żaglowców kłócić nie będę, na żaglach to się znają 🙂 I maja dobry chleb na Chopinie! Dobry, więc się nie nudzi, można go codziennie konsumować… .taa. A wieczorem i tak miało przywiać 6-7B.
Zabezpieczyłem urwany sztag, odpiąłem końcówkę ze sztagownika. Przypatrzyłem się, ale wniosków specjalnych nie było, po za jednym: wygląda Ozi, że spieprzyłeś robotę.
Na liczniku:
8877 mil z średnią 4,8 węzła czyli 114 mil na dobe
„do celu” zrobione 8090 mil z średnią 4,3 węzła czyli 104 mil na dobe
- Dying Surfer Meets His Maker – All Them Witches, no co? Że już było? No i co? Dobre jest. Jak się komuś nudzi coś co nazywał dobrym to znaczy, że albo kłamał albo nie było dobre :p
- Terry Pratchett – Łups!
- Południk Krakowa – tu rodziła się mała wielka łódź – Mała Mi
- Południk mazurski – tu są ludzie z którymi realizuję się marzenia

