• Polski
  • English

Dwudziesty drugi tydzień

W końcu jest wszystko jak należy, podręcznikowo wręcz. Jest zimno (2-5C w kabinie), mokro (deszcz, śnieg, śnieg z deszczem) i wieje w tyłek.

 

Tydzień 22: 15.-21.1 2018 r.

 

Zazwyczaj 6-7B momentami 8B, ale są to 2-4h przesilenia, więc nie nazwę tego sztormem. No i niż, niż’a pogania. Jak w Tańcu Węża na weselu, jedzie jeden za drugim. Tak sobie właśnie wyobrażałem żeglugę na tych szerokościach. Pobiłem kilka moich prywatnych rekordów. Najniższe odnotowane w mojej żeglarskiej historii ciśnienie atmosferyczne 956Hpa. Najniższa temperatura wody 2,1C. Temperatura w kabinie przez 2 dni z rzędu nie przekraczała 2C. Regularne przez 4 dni przelotne opada śniegu. Śnieg z racji plusowej temperatury wody i pokładu od razu topniał. Nie wpływał, więc w żaden sposób na funkcjonowanie na pokładzie. Trudniej jest pracować w lodowatym wietrze z SW, wiejącym w zasadzie bezpośrednio z Antarktydy. To najbliższy mi ląd, jest raptem 900 mil na południe. 300 mil ode mnie jest północna granica do której docierają aktualnie góry lodowe.

Prognozy pogody mówiły o wietrze o temperaturze -7C. Nie mam na stałe termometru na zewnątrz, więc trudno powiedzieć jak było naprawdę. Jak zwykle na pokładzie próbowałem działać bez rękawiczek. Nie lubię w nich pracować. Czepiają się, wkręcają i nie mam w nich odpowiedniego „czucia”. Niestety mimo pewnych modyfikacji na pokładzie (wymieniłem osprzęt pokładowy na Ronstana, który praktycznie nie ma metalowych łączników, handrelingi są drewniane), wciąż jest tam za dużo metalowych przedmiotów: kabestany, wanty, maszt, bom. Chcąc nie chęcąc musze tego dotykać choćby poruszając się po jachcie. No i wszystkie liny są mokre. Dłonie po 4-5 minutach roboty zaczynają marudzić. Trzeba pamiętać, że nie wychodzę na pokład rozgrzany. Tylko spędzam 24h/dobę w miejscu chłodnym (2-5C) i wychodzę do lodowatego. Po 5-10 minutach na zewnątrz spędzam później 20-30 minut na rozgrzewaniu rąk. Procedura standardowa to rozcieranie dłoni dłonią i wkładanie ich w najcieplejsze zakamarki ciała czyli pod pachy i miedzy uda.

 

 

Niestety współczesne zdobycze techniki wymagają sprawnych palców. Zarówno ploter jest dotykowy jak i obsługa routera satelitarnego możliwa jest tylko przez smartphona. Zostałem, więc zmuszony do używania rękawiczek na codzień. Mam ich tu kilka kompletów. 2 pary typowych pięciopalczastych rękawic powiedzmy roboczych, da się w nich wykonać większość czynności na pokładzie, ale nie są wodoodporne. Do tego 2 pary sprawdzonych w wielu rejsach rękawic w 100% wodoodpornych czyli gumowych z polarem w środku z sklepu BHP.  No i super wypaśne, sprezentowane przed rejsem przez Remiga jednopalczaste rękawice goretexowe. Ciepłe, oddychające i wodoodporne na największy hardcore np. wielogodzinne sterowanie. Ale jak do tej pory używam tylko jednej pary rękawiczek. Są to takie cienkie, czarne pięciopalczaste rękawiczki do biegania. Są absolutnie w 100% przemakalne, w 100% oddychające i ledwo co izolują. Ale da się w nich zrobić praktycznie wszystko w tym obsłużyć elektronikę no i szybko schną na dłoniach. A to jest coś czego nauczyłem się w kurierce. Nie ma rzeczy naprawdę nieprzemakalnych. Wszystko prędzej czy później puści wodę, jeżeli nie przez materiał (a nie znam materiału który w końcu nie puści wody, używałem różnych) to przez mankiety. Ważne jest by ubranie zapewniało mimo wszystko izolacje termiczną i było w stanie wyschnąć ogrzewane tylko ludzkim ciałem.

Pewne nie dziwi Was, że większość moich ubrań ma rodowód kolarski 🙂 Z żeglarskich rzeczy mam tylko sztormiak i kalosze. Niestety w życiu jest tak, że cena nie zawsze odzwierciedla jakość. Aksesoria do masowo uprawianych sportów najczęściej są dostępne w dużo przystępniejszych cenach przy podobnej jakości, jak te w sportach niszowych czy też elitarnych 🙂 Ja rękawice kupiłem w markecie sportowym, w dziale dla biegaczy. Kolejne w markecie budowlanym, a następne jak już pisałem w sklepie BHP. Rękawice od Remiga pewnie są z sklepu żeglarskiego i kosztowały dużo milionów 🙂 W tym wypadku jakość jest pierwsza klasa. Do tego od lat używam skarpet wodoodpornych z tej samej firmy i jestem mega zadowolony. Nie znacie tego patentu? Jesteście żeglarzem, kolarze, piechurem górskim czy nizinnym? Chcecie mieć sucho i ciepło w stopy? Polecam skarpety wodoodporne! Nie, nie sponsorują mnie, a łyknął bym od nich wszystko 🙂

Za kilka godzin przejdzie „przeze mnie” kolejny front zimny. Już odkręca wiatr z W na NW. Czuć wyraźnie, że wiatr idzie od ciepłych stron, bo temperatura podniosła się o 2-3 stopnie. Przejaśniło się, dlatego mogę pisać, bo jest prąd dla komputera. Wiatr tężeje, a fala rośnie. Mogę się założyć, że front uderzy w nocy, gdy będę próbował się przespać. Zacznie lać, wiatr skręci na W, pojawiał się w długie szkwały spod cumulonimbusów. Potem wiatr odkręci na SW, stanie się lodowaty, przyniesie śnieg i śnieg z deszczem. I tak jeszcze kilka razy przez następne dwa tygodnie. A za dwa tygodnie … .tak proszę Państwa. To jest ten moment! Pora przygotować  orzeszki, fistaszki, piwo i wuwuzelle 🙂 Zaczynamy powoli odliczać dni do przylądka Horn. Pewnie go nie zobaczę, gdyż jak zwykle popłynę po swojemu, daleko od słynnych miejsc by było bezpiecznie i skutecznie. Pytanie tylko, jakie niespodzianki ma jeszcze w zanadrzu Ocean?

Na liczniku:

 17960 mil z średnią 4,8 węzła czyli 116 mil na dobę

„do celu” zrobione 17504 mil z średnią 4,7 węzła czyli 113 mil na dobę

Do mety jeszcze 9342 mil, zrobione 66% z zaplanowanej trasy

Do Hornu 1601 mil

 

Utwory tygodnia:

  • Little Black Submarine – The Black Keys

Wykonawca tygodnia:

  • Moonlight

Książki:

  • Murakami Haruki – Na południe od granicy, na zachód od słońca
  • Terry Pratchett – Muzyka duszy
  • TerryPratchett – MortMurakami Haruki – Po zmierzchu
  • Terry Pratchett – Na glinianych nogach

Ominięte:

Sztormy. 12 tydzień bez sztormów. Może to naciągane? Ponieważ musze oszczędzać prąd elektronika jest w zasadzie cały czas wyłączona. Włączam ją tylko kilka razy dziennie, by sprawdź temperaturę wody, prędkość wiatru, ale tylko chwilowa w tej sytuacji. Na tych wodach szansa że spotkam jakąś jednostkę jest jedna na milion, ale właśnie, dlatego włączony bez przerwy jest AIS. Byłby to najbardziej idiotyczny z moich wypadków i prawdopodobnie ostatni. A ja chciałbym jeszcze trochę bzdur i błędów w życiu zrobić.

Nieominięty:

Śpiący w powietrzu albatros. Zderzył się z masztem. Lekko się przestraszyłem, że coś w takielunku strzeliło. Na szczęście Maxus ma świetne okienka w kabinie, więc nawet siedząc czy leżąc ma się doskonały widok m.in. na maszt i żagle. Od razu zauważyłem „stresowacza”.

 

Szymon,materiały ze strony www.zewoceanu.pl