• Polski
  • English

Dwudziesty szósty tydzień

Miałem pomysł żeby zakotwiczyć na Falklandach. Nie zmieniło by to statusu rejsu. Reguły dopuszczają kotwiczenie, ale oczywiście nie można schodzić na ląd ani otrzymywać wsparcia z zewnątrz.

 

Tydzień 26: 12 – 18.02.2018 r.

 

Kotwiczył pierwszy nonstopowicz czyli Robin Knox-Johnston, kotwiczyć się zdarza żeglarzom startującym w samotniczych regatach non stop dookoła świat – Vendee Globe.  Zatrzymanie się w spokojnym, niezafalowanym miejscu pozwoliłoby mi na wykonanie porządnego wzmocnienia uszkodzonego masztu. Mógłbym też dostać się na jego top aby naprawić zerwaną, a wciąż wiszącą na kablu lampę nawigacyjną. Sprawdziłbym też czy sprawna jest topowa antena VHF i ewentualnie zamontował zapasową.

Ale żeglując pod wiatr tylko pod żaglami przednimi płynąłem dość wolno i niezbyt ostro. Prognoza pogody też się zmieniała i coraz mniejsze były szanse, że zdążę rzucić kotwice w bezpiecznej zatoce nim przyjdzie silny być może sztormowy wiatr. Chciałem już tylko schować się w cieniu wysp przed środową wichurą. Ale i na to nie pozwalał moja mała prędkość. Zdecydowałem się zamontować grota. Zdjąłem go był by nie obciążał swoim ciężarem i bezwładnością na zafalowanym akwenie kolumny masztu. Okucie mocujące bom jest identyczne z tym od obciągacza bomu, umiejscowionego przy pięcie masztu. Tam też zamontowałem bom. Mniej obciążał maszt (mimo dodatkowych odciągów usztywniających jego kolumnę), ale przede wszystkim dzięki temu róg fałowy nie wychodzi powyżej salingu. To o tyle istotne, że wciąż mam zdeformowaną likszparę i mogę z niej korzystać tylko do miejsca uszkodzenia profilu. Dwa górne pełzacze nie mogły być wykorzystane, ale ta część żagla mocowałem do masztu marlinką. Dlatego ważne było, aby żagiel na czwartym refie kończył się pod salingiem.  Po postawieniu grota na tym 4 refie Puffin zmienił się nie do poznania. Zaczął iść na wiatr, a prędkość częściej zaczynały się od 4 z przodu. Okazało się jednak że mimo iż jestem w stanie iść odpowiednio ostro by skryć się za Falklandami to mam mocny przeciwny prąd! Prędkość w granicach 2 węzłów nie była satysfakcjonująca. Nie zdążę się schować. Pozostało płynąć jak najszybciej w dobrym kierunku, licząc że może wyprzedzę złą pogodę, a silny wiatr oraz fala tylko mnie lizną. Aż tak dobrze nie było, ale wiatr 30-32 węzły (w szkwałach do 40+) maszt przetrwał bez uszczerbku.

 

 

Staram się jak najszybciej opuścić Ocean Południowy. Tu już szybkimi krokami zbliża się jesień. Minąłem już 50 równoleżnik, a w przyszłym tygodniu za rufą powinny też zostać czterdziestki. Jest już dużo cieplej, nie ma też tego nieprzerwanego wielkiego rozkołysu, który towarzyszył mi od października, bez względu na to czy wiało słabo czy mocno. Nadal jestem jednak w rejonie gdzie szanse na sztorm są duże.

Ponieważ staram się płynąć jak najszybciej to możliwe, mam bardzo dużo pracy przy żaglach. Pogoda jest dość zmienna, a bardzo staram się nie obciążać masztu. W zależności od siły wiatru stawiam i zrzucam grota na 4 refie oraz dopasowuje żagle przednie. Najczęściej mam zestaw: fok sztormowy + baby fok + grot na 4 refie. Jeżeli się rozwiewa powyżej 5B najpierw zrzucam grota. Jeżeli musze dalej refować to sprzątam baby foka który jest na zwijaczu. Jeżeli zależy mi na ostrości kursu to zrzucam foka sztormowego, a zostawiam baby foka, który jest bardziej z tyłu i ułatwia żeglugę kursami ostrymi. Pamiętać trzeba o tym, że cały czas jacht płynie samosterowanie, bez użycia autopilota. Od przylądka Horn pracował on łącznie przez 8h. Muszę więc pilnować zrównoważenia żaglowego. Gdy wieje słabiej zmieniam foka sztormowego na kliwra, a nawet zdarzyło mi się raz postawić foka marszowego. Taki tu maja klimat 🙂 Kto wie czy genakera w przyszłym tygodniu nie trzeba będzie stawiać.

Ocean ma teraz brzydki kolor. Taki bagienny, ciemny khaki. To wpływ ciepłego prądy oceanicznego w którym się znalazłem. Płynie od wybrzeży Brazylii w stronę południowej Afryki. Temperatura w ciągu kilku dni skoczyła z 5-6C do 15-16C. Ja powoli ściągam z siebie kolejne warstwy. Na Hornie nie licząc kilku warstw ciepłej bielizny miałem na sobie równocześnie dwa sztormiaki. Teraz już nie mogę się doczekać pogody, która umożliwi mi wypranie i wysuszenie tych wszystkich zimowych ciuchów. Bo już za 2 -3 tygodnie zacznę paradować znowu nago.

 

Na liczniku 

20964 mil z średnią 4,8 węzła czyli 115 mil na dobę

„do celu” zrobione 20057 mil z średnią 4,6 węzła czyli 110mil na dobę

Do mety jeszcze 6789 mil, zrobione 74% z zaplanowanej trasy

Do równika 2975 mil

 

Utwory tygodnia:

  • Rivier of deceit – Mad Season
  • November Hotel – Mad Season, dla mnie to najlepszy kawałek lat dziewięćdziesiątych, jaki powstał w Seattle

 

Płyta tygodnia:

  • Above –Mad Season

 

Książki:

  • Porucznik Hornblower – C.S.Forester
  • Hornblower i jego okret Atropos – C.S.Forester
  • Szczęśliwy powrót – C.S.Forester

 

Minięte:

  • Falklandy. 50S
Szymon,materiały ze strony www.zewoceanu.pl