Dziennik pokładowy
Dwunasty tydzień
Podsumowanie tygodnia 12 przybrało formę dialogu między Szymonem, a Szymonem – zwanym również Ozim. Jak widać humoru na pokładzie Atlantic Puffina nie brakuje. Pytanie tylko jak tam, ze zdrowiem psychocznym 33% trasy zostało za rufą. Średnia prędkość powyżej 100mil na dobę!
Jedenasty tydzień
Panu Indykowi chyba spodobał się chyba pomysł z pieczeniem chleba na spotkanie z nim. Z ta solą nie przesadza na razie. Jest bardzo miło, wręcz za bardzo czasem. Przez połowę tygodnia były głównie słabe wiatry, nawet cisze. Dwa dni były piękne, wręcz pasatowe. Tylko temperatura niższa o 10-15 stopni, wiec prawie idealna.
Dziesiąty tydzień
Jak to pisze Kaziu – zaczynasz pieczenie Indyka, tak akurat aby na święta zdążyć. Po 70 dniach żeglugi licząc od startu w Plymouth na trawersie, daleko z lewej burty, ponad 500 mil na północ został pierwszy ważny przylądek z mojej okołoziemskiej trasy. Ważny, bo słynny czyli Przylądek Dobrej Nadziei.
Dziewiąty tydzień
Mija kolejny tydzień z dość ciężkim „łykendem”. Może również dlatego robie coś czego chyba nigdy w samotnej żegludze nie robiłem. Również dlatego, że nie było mnie wczoraj i nie tylko wczoraj na koncercie w Kruklankach. Mam w uszach słuchawki.
Ósmy tydzień
Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Dlatego też pewnie odbieram ten rejs kompletnie inaczej niż ta większość, która go śledzi z oddali. Dla części to będą wakacje pod żaglami. Cześć bardziej zainteresowana kojarzy Ryczące Czterdziestki, Horn, najbardziej odludne miejsce świata, brak wsparcia, samotność , chłód, sztormy, Mount Everest oceanów….
Siódmy tydzień
19,5% trasy za rufą. Jedna piąta za mną, tak jak jeden z Oceanów – Atlantyk. Wpływam na Ocean Południowy. Tak dla formalności będą też Indyk i Pacyfik oraz znowu Atlantyk. Czyli 5 Oceanów.
Szósty tydzień
Zrobiłem 17% trasy. Te łatwiejsze procenty. Zostało „tylko” nieco ponad 22 tys. mil, czyli jeszcze jakieś 40 tys. kilometrów. Bez postojów i przeglądów technicznych, tankowania i zmiany kierowcy.
Piąty tydzień
Zrobiono 791 mil z średnią 4,7 mili. Równik został w zasadzie zignorowany. Atlantic Puffin ze słodko śpiącym sternikiem przeciął go na południku 22°40,1 W około 3 nad ranem 20 września czyli nim zrobiło to słońce.
Czwarty tydzień
Zgodnie z przewidywaniami ciężki odcinek. Przecież to równikowa strefa cisz. Poza koszmarnym upałem było nieźle. Średnio z północy na południe robiłem po 104 mile na dobę. Średnia dobowa prędkość jachtu była oczywiście lepsza, ale wiadomo jacht żaglowy bardzo rzadko płynie idealnie do celu…
Trzeci tydzień
Tydzień ten był ekspresowy. Nie tak bardzo jak poprzedni, gdyż zrobiłem „tylko” 904 mile. Czyli średnio 129 mil/24h. Mamy za sobą 8,55% całej trasy, choć jej przebieg i długość jest oczywiście sprawa otwartą.

