Dziennik pokładowy
Dwudziesty pierwszy tydzień
Gdyby rejsy miały herby to ta wyprawa miałaby w herbie prodiż i cegłę szamotową.
Dwudziesty tydzień
Chleb jeszcze gorący, a ja paluchami zrywam mu z grzbietu chrupiąca skórkę. Niepohamowanie? Skądże znowu? To czysty pragmatyzm. Od dwóch dni ani słońce, ani księżyc nie są wstanie się do mnie przebić.
Dziewiętnasty tydzień
Stoję w zejściówce robiąc pranie w wiaderku. Wieje 2-3B, płynę pod genakerem robiąc 4 węzły. Ocean jest teraz taki jaki lubię: atramentowo-granatowy. Fala ma może z pół metra wysokości.
Osiemnasty tydzień
Są czasem takie sytuacje, gdy człowiek budzi się w innym łóżku niż planował. Bywa. Gorzej, gdy nie pamięta się, dlaczego. Ale ja przecież zabrałam tylko 0,5l alkoholu 32% na cały rejs. (więcej…)
Siedemnasty tydzień
Gdybym miewał chorobę morska to bym się porzygał. Od zachodu i południowego zachodu wciąż przybiega spora czasem trzy-, czasem czterometrowa fala. Do tego pojawiła się mniejsza, ale zauważalna fala z północy. Razem stworzyły niezapomniany spektakl. Tryskają gejzery, wybuchają wulkany, woda wygląda jak w ogromnym i trochę popsutym jacuzzi.
Szesnasty tydzień
Tu chyba musi tak być. Gdy tylko minąłem Przylądek Leeuwin i po lewej burcie pojawiła się Australia pogoda się popsuła. W moim przekonaniu przynajmniej. …
Podsumowanie 100 dni rejsu
100 dni rejsu i dwa przylądki za rufą (więcej…)
Piętnasty tydzień
Nie jestem wielkim miłośnikiem szybko przelatujących przez kabinę rzeczy. No, może z małymi wyjątkami. Dlatego też, gdy tylko mogę przekładam rzeczy z górnych przestrzeni kabiny do niższych, bezpieczniejszych – jak np. bakisty pod kojami. Sprzątałem właśnie w jednej z tych bakist. Najpierw znalazłem duży 0,5l słoik konfitur…
Czternasty tydzień
Połowa Oceanu Indyjskiego za rufą, wraz z całym bałaganem meteorologicznym. Chyba Wschodni indyk do tej pory wyglądał na dużo bardziej przewidywalny. Wielki niż na południu kształtował dość stabilną pogodę. Na południu wiatry o sile sztormu, a im dalej na północ tym wiatry słabsze, ale nadal mocne 5-7B. Najważniejsze, że z właściwego kierunku – zachodniego.
Trzynasty tydzień
30 doba w Ryczących Czterdziestkach, 23 dni bez sztormu. Na Oceanie Indyjskim nie spotkałem ani jednej sztuki. Dziecko szczęścia? Bardzo bym chciał:) Są sztormy, są przeciwne wiatry… hmm dokładnie tam gdzie prowadzi moja zaplanowana trasa. A ja jestem zupełnie gdzie indziej…

